Calder Narodziny odwagi

Wydanie
Helion, .
Liczba stron
376
Oprawa
Miękka
ISBN
9788328320277
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Nie bój się walczyć o marzenia! Kiedy dziesięcioletni Calderpo raz pierwszy zobaczył ośmioletnią Eden, nie przeczuwał, że ich losy na zawsze splecie niewidzialna nić. Ale z pewnością wiedział, że jego uczucia nie zyskają aprobaty społeczności, w której przyszło mu żyć. Jako syn członków apokaliptycznej sekty o surowych zasadach moralnych nie powinien nawet marzyć o dziewczynce, która... miała zostać żoną przywódcy tej sekty. Sęk w tym, że ani Calder, ani Eden nie mogą tak po prostu zrezygnować z marzeń. Odważny chłopak i zdeterminowana dziewczyna postanawiają walczyć o własną godność, o prawo do decydowania o swoim życiu, wreszcie o swoją miłość. Wyrusz z nimi w tę podróż, zobacz, jak próbują odnaleźć własne miejsce w świecie i nadać nowy sens życiu. Calder. Narodziny odwagi to opowieść o walce dobra ze złem, o strachu i męstwie oraz o ponadczasowej prawdzie, że światło miłości potrafi rozświetlić największe mroki...

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Świetna, wciągająca książka, potrafi oderwać człowieka od rzeczywistości! Polecam z całego serca :)

Przeczytaj całą opinię
2016-12-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Zachodzę w głowę jak to możliwe, że ta książka ma tak wysokie oceny! Najbardziej wkurzający są główni bohaterowie - tak jednowymiarowi, tacy nijacy, tak cukierkowo idealni. Eden jest posłuszna, empatyczna, bystra i oczywiście zjawiskowo piękna, a Calder... to już po prostu skończony ideał! Męski, zabójczo przystojny, wierny, a przy tym romantyczny (zwracający się do swojej ukochanej: "Blasku poranka" i darujący jej symboliczny kamyk niczym zakochany pingwin!). Mnie osobiście mdli od zawartości cukru w ich relacji. Pomysł na fabułę niezły, ale niestety potencjał został zmarnowany. Książkę polecam nastolatkom poszukującym swojego Caldera i nadal łudzącym się, że takowego znajdą.

Przeczytaj całą opinię
2016-12-13
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Ostatnio trafiam na bardzo dobre książki, dlatego czasami jestem niestabilna emocjonalnie z ich powodu. :D Ta jest jedną z tych, które mnie zmiażdżyły. Podczas czytania "Caldera" targało mnie bardzo wiele emocji. Była wielka huśtawki. Od zdziwienia, podziwu, wzruszenia, szczęście, radości, po smutek, wściekłość, złość. Naprawdę. Byłam bardzo zdziwiona tym, że akcja dzieje się w Akadium, w sekcie stworzonej przez niejakiego Hectora. Na początku myślałam, że jest to historia, gdzie wszystko toczy się x lat temu, ale nie. Jest to współczesność. Dziwiłam się jakie zacofanie tam panuje i jaka niesprawiedliwość. Że są robotnicy (niewolnicy), którzy ciężko pracują na przeżycie, cisną się w dwu-pokojowych chatkach z brakiem dostępu do elektryczności i bieżącej wody! Podczas gdy obok, w siedzibie mieli wszystko, przywódca ludu, który mówił, że trzeba się poświęcać dla społeczności, co robił? Żył jak królewicz w porównaniu do tych biednych, podporządkowujących się i niczego nieświadomych ludzi. Wierzyli w bogów, oddawali im cześć. I Hector, dodatkowo chciał wykorzystać 8-letnią dziewczynkę do małżeństwa z nim, by razem z nim miała przeprowadzić wszystki do Elizjum w czasie powodzi. Nieprawdopodobne. Przejdźmy do bohaterów. Calder i Eden. Niesamowicie silni, odważni. Zakochani pomimo zakazów, przeznaczenia. Zaryzykowali wszystko... w imię miłości. Dlatego to jest piękne. Ponieważ takie wartości jak miłość i przyjaźń są w tej książce postawione na pierwszym miejscu. Nie liczy się nic innego. Przyjaźń pomiędzy Xandrem i Calderem budzi podziw. Każdy broni drugiego, dzielą się wszystkim, bo "co mam, połowa należy do ciebie". To było piękne. Także to, że żaden nie zostawił drugiego w potrzebie. Nie mogę także nie wspomnieć o Mai, chorej siostrze Caldera. Spodobał mi się ich gest trzykrotnego uścisku ręki, oznaczający "kocham cię". Czyż to nie piękne? Każdy tutaj się o siebie troszczy z wielkim oddaniem. Silne więzi zdołały pokonać wszystko. Razem im się zawsze udaje. Jednak serce mi się łamało, gdy czytałam o tym wszystkich co tam się działo. Jakie kary odbywali ci, co uczynili według nich poważny grzech. Kary jak za czasów Chrystusa, chłosty i inne takie. Najbardziej bolało to, co Hector uczynił Calderowi i Eden na końcu książki. Chcecie się dowiedzieć - przeczytajcie. Jednak mimo tego uważam, że Mia Sheridan zrobiła to genialnie wplatając w fabułę sceny tego typu, ponieważ idealnie przedstawiały sektę, dzięki temu nie było to nudne. Całe zacofanie, reguły i zasady, wszystko to nadało kolorytu i stało się ciekawe. Podobała mi się nauka Eden, która pragnęła poznać świat, chłonęła wiedzę, powtarzała, cieszyła się z tego, a ukradkowe spotkania obojga przy źródle były świetnym doświadczeniem i historią.

Przeczytaj całą opinię
2016-12-11
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Opinia na www.nalogowy-ksiazkoholik.blogspot.com Dzisiaj recenzja książki, którą przeczytałam już dawno, ale zwlekałam z wydaniem opinii na jej temat. Ostatnio w ogóle staram się dokładniej dobierać słowa, żeby przypadkiem nie trafić na czyjąś czarną listę. Niemniej przeczytanie tej powieści zbiegło się z pewnymi wydarzeniami i decyzjami, które miały zaważyć na moim życiu. Może właśnie dlatego odebrałam ją tak bardzo emocjonalnie. Niemniej kolejne spotkanie z Mią Sheridan zaliczam do udanych i będę kontynuować nasz schadzki. Tytuł: Calder. Narodziny odwagi Autor: Mia Sheridan Wydawnictwo: Septem Ktoś mógłby pomyśleć, że to kolejna powieść o miłości dwojga nastolatków i miałby rację. Książka opiera się na relacji Caldera i Eden, którzy żyją w zupełnie innym świecie, niż ten, który znamy. Należą oni bowiem do sekty, która wyklucza cyfryzację, żyje z pracy własnych rąk i nieznane im są żadne technologiczne unowocześnienia. Tak przynajmniej mogłoby się wydawać. Calder jest zwykłym robotnikiem, ale ma wielkie ambicje i chce godnie reprezentować swoje społeczeństwo przed bogami. Eden natomiast jest przepiękną dziewczyną, na którą spadło jarzmo przeznaczenia – ma poślubić przywódcę sekty, Hectora. Poznanie Caldera zmienia jednak jej sposób myślenia, a narzucone zasady wydają się coraz bardziej okrutne. Ich miłości przeszkodzić może jedynie wizja zbliżającej się apokalipsy. Po przeczytaniu opisu może wam się wydać, że to jakaś fantastyka. Ja na początku również miałam takie wrażenie, tym bardziej że wizja świata autorki całkowicie różni się od tego realnego. I mimo że początkowo byłam nieco zdezorientowana, to jednak powieść Sheridan pochwyciła mnie w swoje szpony i nie chciała puścić. Gdyby nie ten wyróżnik – sekta i jej świat – otrzymalibyśmy kolejną książkę dla młodzieży. Autorka jednak tylko stwarzała pozory, by na koniec zaaplikować czytelnikowi porządną dawkę różnorakich emocji, które mnie powaliły na kolana. Jeśli chodzi o bohaterów, to są oni dobrze wykreowani, choć niekiedy ich zachowanie mnie troszeczkę denerwowało. Calder był ślepo zapatrzony w kult wielkiego Hectora, a Eden mimo wahania, nie potrafiła stawić czoła przeciwnościom. Była dla mnie trochę naiwna i na początku irytująca. Dodatkowo nie potrafiłam postawić się na miejscu bohaterów i wielokrotnie ich zachowanie mnie denerwowało. Ja postąpiłabym po prostu inaczej. Wiem jednak, że powieść musiała się na czymś opierać, a gdyby bohaterowie zastosowali inne wyjście z sytuacji, to książki pewnie by nie... było. Uwagę zwrócił również Hector, ale stosunek do niego mogłabym opisać jednym słowem. NIENAWIŚĆ. Ja go po prostu nie trawiłam i wciąż uważam go za pomylonego zboczeńca. To jest jednak ten typ bohatera, który teoretycznie nic złego nie czyni, ale pod płaszczem dobroci skrywa samo zło. Hmm... Ciekawe. Czyżby autorka chciała coś w ten sposób przekazać? Jak myślicie? I dochodzimy do momentu, w którym muszę opisać, dlaczego książka tak mną wstrząsnęła. Choć to może za dużo powiedziane – po prostu odebrałam ją bardzo emocjonalnie. Jak wszyscy dobrze wiedzą, tematy religijne w naszym kraju są niezwykle delikatne, a jeśli już ktoś zaczyna głosić swoje poglądy, to zazwyczaj wybucha jakaś afera. Ja nie zamierzam ich głosić, ponieważ przyjęłam zasadę, że o wierze się nie dyskutuje. To zbyt osobista sprawa. Książka porusza jednak temat sekty, a ja wyznając własną ideologię, nigdy głębiej nie chciałam go zgłębiać. Może właśnie dlatego tak mną poruszyło bezprawie i okrucieństwo psychiczne i fizyczne, które na ludzi sprowadził jeden człowiek. I owszem tych pierwszych wyznawców mogę nazwać naiwnymi, bo uwierzyli nieodpowiedniej osobie. Co jednak z tymi, którzy urodzili się w sekcie i nie znają innego życia – jak Calder. Odcięci od cywilizacji, pozbawieni praw, zmuszeni do wykonywania rozkazów w imię bogów, poświęcenie ponad wszystko, a to wszystko ubrane w podniosłe słowa i tłumaczone zbawieniem po nadejściu apokalipsy. I dopóki mówimy o książce, może to nie zrobić na nikim wrażenia. Czyż jednak nie znajdziecie porównania w realnym życiu? Mnie ta książka skłoniła do refleksji, a przede wszystkim pozytywnie zaskoczyła. I choć temat uważam za dosyć trudny, to autorka zgrabnie sobie z nim poradziła. Ponadto zachęciła mnie do dalszego czytania, więc możecie się spodziewać recenzji drugiego tomu. Zachęcam was do refleksji nie tylko na temat książki, ale również sekt oraz innych religii i podzielenia się z nimi w komentarzu

Przeczytaj całą opinię
2016-11-28
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Mia Sheridan znana jest z emocjonalnych rollercoasterów, które serwuje swoim czytelnikom w każdej ze swych powieści. Tym razem mamy do czynienia z klasycznym New Adult (nie Young Adult, bo sceny miłosne między bohaterami są bardzo odważne, ale jednocześnie bardzo zmysłowo opisane), opartym o wątek wyrwania się ze szponów sekty i zakazaną miłość głównych bohaterów. Akcja toczy się wokół przedstawiciela klasy robotniczej - Caldera, który swoje uczucia lokuje w Eden - arystokratce, przeznaczonej liderowi sekty Akadia. Ich związek rozwija się huraganowo i nie mamy żadnych wątpliwości, że ta dwójka musi wydostać się do normalnego świata, w którym ludzie chodzą w jeansach, płacą kartą i związują się z dowolnie wybraną przez siebie osobą. Zakończenie książki jest bardzo poruszające, ale dające nadzieję na happy-end. W kolejnym tomie najprawdopodobniej?

Przeczytaj całą opinię
2016-11-28
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Książka nie oddaje stylu Mii Sheridan. Nie jest jednak całkowicie zła. Jest po prostu inna. Porusza bardzo ciekawy temat, jakim są sekty i łatwowierność, aż do bólu, ludzi należących do tego typu zgromadzeń. Pokazuje też ciężką walkę w dążeniu do spełnienia marzeń. Poznajemy historię młodych ludzi za których zadecydował los w kwestii ich przeznaczenia, nie pozostawiając im wyboru i praw do decyzji. Minusem książki jest to, że na początku strasznie ciężko jest się wciągnąć, a pod koniec ze strachu i lęku nie można wytrzymać. Bardzo zachwiana opowieść pod względem dopracowania przez autorkę, nie powiem, ciut się zawiodłam, bo tak wspaniałej książce jej autorstwa jakim było ,,Bez słów". Jednakże na pewno wyróżnia się w tłumie, bo kto na co dzień spotyka się z taką historią? Z tak niebanalnym pomysłem zawarcia ciekawej części ludzi. Myślę, że zamysł był dobry, ale przy tworzeniu coś poszło nie tak. Czy ją polecam? To zależy, ci którzy uwielbiają romanse i tego typu historie odnajdą się w tej historii, a także osoby, które poszukują wątku nieco oryginalniejszego. Jednakże nie stracie wiele moim zdaniem nie czytając tej powieści, ale jeszcze jest druga część i nie tracę wiary, bo ta skończyła się w naprawdę kulminacyjnym momencie! Fragment tego tekstu pochodzi z mojego bloga, po ciąg dalszy zapraszam tutaj: https://jabluszkooo.blogspot.com/2016/11/58-mia-sheridan-calder-narodziny-odwagi.html

Przeczytaj całą opinię
2016-11-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Wstrząsająca lektura, która sprawia, że zaczynamy wątpić w siłę ludzkiego rozumu. Tak naprawdę niewiele wiem o sektach i temat ten odrzucałam zawsze, jako coś strasznego, niepojętego i nierealnego. Wiem, że książka jest fikcją, ale poraża mimo wszystko. Trochę denerwują pewne niekonsekwencje przy opisywaniu współistnienia dwóch, tak odmiennych światów, ale to pozwala czytelnikowi na pewne otrzeźwienie i konstatację, że jednak mamy do czynienia z wytworem wyobraźni autorki... Bardzo jestem ciekawa dalszych losów Eden i Caldera, a także okoliczności, które doprowadziły ich i im podobnych do Akadii. Mam nadzieję o tym przeczytać w drugiej części.

Przeczytaj całą opinię
2016-11-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Calder i Eden żyją w surowej wspólnocie, którą przewodzi Hector, przepowiadający wielką powódź, która przeniesie wybrańców do raju - Elizjum. Początkowo nie kwestionują tego, co się dzieje w Akadii, ale z czasem nabierają coraz więcej wątpliwości, dotyczących funkcjonowania ich całej społeczności. Akadia jest sektą. To właśnie najbardziej mnie zaskoczyło podczas czytania tej książki. Ja już tak mam, że opisy w recenzjach zazwyczaj czytam pobieżnie, a na te z tyłu okładki prawie w ogóle nie zaglądam, bo okazuje się, że im mniej wiem, tym lepiej i zazwyczaj wtedy bardziej podoba mi się dana pozycja. Dlatego też przez większą część czasu byłam przekonana, że owa Akadia to jakaś fantastyczna kraina, a sama książka to coś w stylu paranormal romance. Jak zaczęłam czytać „Calder. Narodziny odwagi” coś mi nie pasowało, aż później ogarnęłam, o co chodzi. I to właśnie ten wątek przypadł mi najbardziej do gustu. Nigdy wcześniej nie czytałam książki, w której autor chociaż trochę liznąłby ten temat i muszę przyznać, że bardzo zaintrygował mnie ten temat. W Akadii panują rygorystyczne zasady, gdzie członkowie sami pracują na swoje utrzymanie. Dbają oni o swoje wyżywienie, uprawiając różne rośliny, a do wszystkiego muszą używać narzędzi tylko własnoręcznie wytworzonych. Oznacza to, że mogą zapomnieć o takich luksusach, jakim jest pralka, prysznic czy telewizor. Osoby takie jak Calder czy Xander, wychowywane tam od urodzenia, w ogóle nie miały pojęcia, jak wygląda normalne życie poza wspólnotą. Nikt też nie zapytał się ich, czy chcą brać w tym udział, nie dostali wyboru i skoro ich rodziciel byli w tym, to oni nie mieli innego wyjścia. Fascynujące, a zarazem przerażające, było to, jak bardzo zaślepieni byli ci wszyscy ludzie i jak wiele byli w stanie poświęcić, by tylko dostać się do Elizjum. Bezgranicznie ufali Hectorowi i nie widzieli niczego złego w tym, że przyprowadził kilkuletnią Eden i ogłosił ją swoją przyszłą żoną Przejdźmy do głównej osi książki, czyli wątku Eden i Caldera. Mia Sheridan stworzyła słodką, młodzieńczą miłość, której przyszło rozwijać się w trudnych warunkach. Uczucie, ich łączące, jest czyste i nieskomplikowane, które napotyka wiele przeszkód na swojej drodze. Spodobała mi się ich historia, ich zdeterminowanie do tego, by walczyć o nową przyszłość, a Mia Sheridan jak zwykle opisała to bardzo pięknie, aż chciało się czytać. Aczkolwiek trochę zgrzytały mi niektóre sceny miłosne. Chociaż dobrze napisane, to zaczęły mnie w pewnym momencie nudzić. Myślę, że gdyby ich nie było, powieść w ogóle na tym nic by nie straciła. Mam jednak problem z tą książką. W recenzji „Bez słów” napisałam, że historia piękna, ale zabrakło tego czegoś i niestety znowu to się powtórzyło. Nieważne, jak piękna była historia tej dwójki i nieważne, jak świetnie Mia Sheridan potrafi pisać, znowu niczego nie poczułam. Wiecie, to jest naprawdę dziwne, bo ja polubiłam i bohaterów, i całą fabułe, ale jednocześnie tak jakby wszystko było mi obojętne. Nie mam pojęcia, jak dokładnie to wyjaśnić, ale już drugi raz dzieje się tak z książką tej autorki. To nie jest chyba zwykły przypadek. Coś, co bardzo mi się nie podobało mi się kilka ostatnich stron, które mocno zapowiadały nieuchronną kontynuację. Kurczę, samo zakończenie samo w sobie było mocne i naprawdę zapadające w pamięć i myślę, że na tym pani Sheridan mogłaby zaprzestać pisania tej historii. No bo czy nie jest tak, że dłużej pamiętamy o książkach z niejednoznacznym końcem, zmuszającym do wysilenia swoich szarych komórek? Nie zawsze takie dopowiadanie i wyjaśnianie wszystkiego przez autora jest dobre. Jestem pewna, że kontynuacja będzie dużo gorsza i trochę słodko-mdląca (edit: aktualnie teraz jestem w połowie drugiej części i faktycznie jest za uroczo i mdło, nah). Niestety, ale znowu zabrakło kilku szczegółów, które w moich oczach czyniłby tę książkę niemal idealną. Mia Sheridan pisze dobrze, nawet bardzo dobrze, ale kolejny raz mnie nie porwała. Na szczęście tym razem w przeciwieństwie do Bez słów nie oczekiwałam morza łez i złamanego serca, więc nie jest tak źle.

Przeczytaj całą opinię
2016-11-19
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Uwaga, spoiler! [pokaż]

Trochę poleżała u mnie na półce, ALE jak już się za nią zabrałam to po części wsiąkłam w historię, a z drugiej strony czytając dużo negowałam - w sensie, że wyobrażałam sobie inaczej dwie główne kwestie. Zaraz rozjaśnię o co mi chodzi :) SPOILERKI MOGĄ BYĆ!!! Co do kwestii: ROMANSU: na pierwszy rzut oka nie mam zastrzeżeń, bo w końcu ich uczucie rozwija się, gdy byli dziećmi - to i ich niewinne okazywanie uczuć jest jak bardziej na miejscu i pasowało do bohaterów; jeśli zaś chodzi o sceny dotyczące sfery seksualnej to moim skromnym zdaniem nie były za bardzo wiarygodne po tym względem, że ich edukacja seksualna była w sumie znikoma (tyle co ktoś tam Calderowi powiedział i niby instynktownie), a pieszczoty czy seks były dość płomiennie opisane i nie wyglądały za bardzo na nieporadne, pierwsze podchody nastolatków. Ja wiem przypływ uczuć, miłość i te sprawy, ALE no proszę pierwsze razy nawet w przypływie młodzieńczej miłości raczej nie są AŻ tak UDANE, OGNISTE jak to co zostało opisane przez panią Sheridan. Przynajmniej ja tego nie kupiłam i szczerze to gdy już dochodziło do uniesień tych dwojga to nie porywało mnie to aż nadto i wolałam przejść dalej do fabuły. Nie to że byłam jak skała, co to to nie, ALE po prostu nie przekonywało mnie to. SEKTY: cały ten lider, wyznawca nieźle to sobie wykombinował, ALE przyznam, że jak dla mnie to i tak mieli nawet lajcik - więcej go nie było, niż było, a odpaliła mu szajba dopiero na sam koniec. W sumie to przygotowywał ich na ten OKROPNY FINAŁ i dorośli, którzy należeli do tej całej sekty mieli całkiem nieźle wyprany mózg, bo gdyby choć trochę użyli szarych komórek to nie spotkał by ich taki los, no ale tak wygląda ten cały świat - wejść łatwo, wyjść gorzej albo wcale. I ja jako miłośniczka tego tematu to troszkę byłam zawiedziona, że ten cały ich guru nie wydawał się aż tak straszny i porypany jakbym chciała, a raczej jak w prawdziwym życiu tacy popaprańcy się zachowują. Dopiero na sam koniec poczułam tę AKCJĘ. W sumie to by było na tyle, bo cała książka opiera się na rodzącym się uczuciu tych dwojga i walce o własne marzenia na tle życia w sekcie. Zaintrygowała mnie na tyle by sięgnąć po drugi tom, ALE tym razem w oryginale na kindelku. Trochę pomarudziłam, ALE musiałam być z wami szczera i tak czy siak POLECAM!!!

Przeczytaj całą opinię
2016-11-13
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443

Chyba jeszcze nie miałam okazji czytać książki, której fabuła oscylowałaby wokół sekty. Jest to więc dla mnie pewien powiew świeżości w literaturze. Za to należą się brawa dla autorki. Część opisująca działalność sekty przedstawiona została z wielką szczegółowością. Przywódcą apokaliptycznej sekty jest fanatyczny Hektor, według którego jest to religia, a on jest jej Bogiem. Jego decyzje są niepodważalne. Mieszkańcy podzieleni są na uprzywilejowanych i tych normalnych. Wielka Rada ma bieżącą wodę, pralkę, telefon, wszystkie dostępne dobra cywilizacji. Natomiast robotnicy nie mają nic, wierzą w każde słowo przywódcy. I co dziwne nawet się przeciw takiemu podziałowi nie buntują. Było dla mnie trudne do zrozumienia dlaczego pozwalają się tak traktować? Jedynym, który decyduje się wyłamać ze wspólnoty jest Calder. Stopniowo zauważa i wyklucza absurdy oraz nieścisłości w religii, w którą wierzył. Tym bardziej, że do głosu dochodzi silne uczucie, jakim jest miłość do Eden. Ona z kolei od dawna nie godzi się z przyjętym stanem rzeczy. Nie wie jednak co mogłaby w tej sprawie zrobić. Jednak odwzajemniona miłość dodaje jej odwagi, aby zawalczyć o swoje. "Nie mogłem oderwać od niej wzroku. Była urzekająca, cudowna. I niech bogowie mi wybacza, ale ziarno miłości, które we mnie zakiełkowało; ziarno, którego przyrzekałem nie pielęgnować, i tak rosło z każdą chwilą. Mógłbym przysiąc, że czuję, jak jego aksamitne kosmyki poruszają się we mnie, rosną i oplatają żywotne części tego kim byłem. Nie potrafiłem ich powstrzymać. Usidliła mnie. Ja byłem polem, a ona powojem. Zawładnęła mną. Tak po prostu. A może nie tak po prostu? Może rozkwitała we mnie od lat? Ale w owej chwili nie potrafiłem nazwać tego inaczej. Ona nie jest twoja – szepnąłem w myślach…" Bohaterowie są świetnie wykreowani, autentyczni, różni. I to nie tylko główni, ale i drugoplanowi. Wraz z Calderem i Eden przeżywałam ich rozterki, współczułam i kibicowałam ich uczuciu. Niebezpieczeństwo, które czyhało na nich na każdym kroku, powodowało że czułam niepewność i niepokój co do ich przyszłości. Autorka z jednej strony pokazała nam ogromną siłę manipulacji i zła, z drugiej zaś strony udowodniła, że miłość i marzenia są naszą największą siłą w walce z przeciwnościami losu. Narracja prowadzona jest z perspektywy zarówno Caldera, jak i Eden, dzięki czemu możemy lepiej zrozumieć ich postępowanie. Jeśli chodzi o styl to muszę powiedzieć, że jest urzekający. Bo tak pięknie pisać o uczuciach nie każdy potrafi. Dialogi są ciekawe, dopracowane, momentami skrzące dowcipem. "Calder. Narodziny odwagi" to niezwykła historia uczucia, które wymaga od bohaterów wiele poświecenia. To książka o walce światłości z ciemnością, o ponadczasowej prawdzie, tęsknocie, ryzyku, strachu, ale przede wszystkim o odwadze. Mii Sheridan udało się stworzyć powieść, która porusza i wciąga w wir wydarzeń, i która pomimo przeciwności losu, jakie na swojej drodze spotykają Eden i Calder, budzi nadzieję.

Przeczytaj całą opinię
2016-10-31
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/294443
z 12