Dom po drugiej stronie lustra

Wydanie
Poznańskie, .
Liczba stron
352
Oprawa
Twarda
ISBN
9788379762897
Waga
0,36 kg
Język
polski
więcej detali

Kategorie

Opis książki

„Dom po drugiej stronie lustra” to nie tylko oczywiste nawiązanie do słynnej „Alicji w Krainie Czarów”. Autorką powieści jest Vanessa Tait, prawnuczka pierwowzoru Alicji, czyli Alice Liddell, dla której Lewis Carroll napisał słynną powieść. W głównej roli występuje tu jednak nie Alicja, a Maria – typowa kobieta schyłku epoki wiktoriańskiej, która hołduje kodeksowi moralnemu, nie ma wielkich wymagań wobec świata, a praca nie przynosi jej satysfakcji. Maria ma 28 lat i choć uchodzi za starą pannę, bardzo pragnie wyjść jeszcze za mąż. Życie tej prostej, niezbyt sympatycznej i nudnej guwernantki, która nie przepada za dziećmi, nabiera kolorów, kiedy podejmie pracę u nader dziwacznej rodziny dziekana Liddella. Jego elegancka, wesoła żona, osobliwy wielebny Dodgson i trzy dziewczynki – Ina, Edyta i Alicja Liddell przewrócą jej życie do góry nogami. Nagle kobieta trafia do świata wyższych sfer, o którym do tej pory mogła usłyszeć jedynie od plotkujących sąsiadek swojej matki. Guwernantka kompletnie nie rozumie tego świata. To, co widzi, jest dla niej niepojęte. Nawet jeśli chciałaby stać się taka jak jej pracodawcy, doskonale zdaje sobie sprawę, że niełatwo będzie jej odmienić własne, pełne konwenansów i dewocyjnej religijności, życie. Książka ukazuje się w rocznicę w 150-rocznicę wydania „Alicji w Krainie Czarów”.

Opinie czytelników

(2.83)
68 ocen, w tym
16 opinii
5
2
4
6
3
8
2
0
1
0
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

http://bookjedenwie.blogspot.com/2016/08/vanessa-tait-dom-po-drugiej-stronie.html

Przeczytaj całą opinię
2016-08-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Jak powstała Alicja w Krainie Czarów?

Któż z nas nie słyszał o „Alicji w Krainie Czarów”? Małej dziewczynce, która przenosi się do magicznej krainy, w której przeżywa mnóstwo wspaniałych przygód. Jednak czy zastanawialiście się czasem skąd się wzięła historia o Alicji? Jak powstała i kim był człowiek który ją stworzył? Książka Vanessy Tait „Dom po drugiej stronie lustra” opowiada autentyczną historię powstania owego dzieła. Ale jak to się wszystko zaczęło? Posłuchajcie...Maria Prickett ma 28 lat i choć uchodzi za starą pannę, bardzo chciałaby wyjść za mąż. Jej dość nudne i monotonne życie, nabiera barw, gdy podejmuje pracę jako guwernantka, u dość dziwnej rodziny dziekana Liddella. Kobieta trafia do świata którego kompletnie nie rozumie, a pod jej skrzydła trafiają trzy dziewczynki, Ina, Edyta i właśnie Alicja. Maria na co dzień zajmuje się dziewczynkami, uczy ich dobrych manier i odpowiedniego zachowania. Trzyma się twardych zasad i właśnie takowe stara się przekazać córką państwa Liddell. Pewnego dnia kobieta poznaje przyjaciela domu, pana Dodgsona, który później przyjmie nazwisko Lewisa Carrolla. Mężczyzna fascynuję Marię, a ta opatrznie odbierając jego sygnały, dochodzi do wniosku że również on, jest nią zainteresowany. Nic bardziej mylnego. Pan Dodgson robi wszystko by być jak najbliżej rodziny Liddell, a zwłaszcza trzech dziewczynek. Jak się okazuje, to nie Maria stanowi obiekt jego westchnień, tylko mała Alicja, która od początku wzbudziła jego zainteresowanie. Odkrycie bolesnej prawdy przez guwernantkę, będzie miało przykre konsekwencje, nie tylko dla niej.„Dom po drugiej stronie lustra” to opowieść o powstaniu znanego i lubianego utworu Lewisa Carrolla. Historię możemy poznać z punktu widzenia Marii, autentycznej guwernantki, która zajmowała się dziećmi państwa Liddell. Ciekawostką jest również fakt, że Vanessa Tait, autorka powieści, jest prawnuczką Alicji, czyli Alice Liddell, dla której Lewis Carroll napisał „Alicję w Krainie Czarów”. Autorka w świetny sposób ukazała nam XIX-wieczne czasy, jak również życie w tamtym okresie. W swojej książce miesza fikcję z rzeczywistością i choć skupia się przede wszystkim na Marii, to jednak stara się również zwrócić naszą uwagę na wątek opowiadający o fascynacji pana Dodgsona, małą Alicją.Maria Prickett, jest guwernantką w domu państwa Liddell. Od samego początku nie wzbudziła mojej sympatii i właściwie ciężko mi ją było polubić. Jej marzenie to wyjść za mąż. Nie chce zostać starą panną, dlatego liczy na to, że w końcu uda się jej znaleźć mężczyznę, który zechce ją poślubić. Idealnym kandydatem, wydaje się pan Dodgson, który jako przyjaciel państwa Liddell, bardzo często odwiedza ich dom. Maria jest oczarowana mężczyzną i robi wszystko by, spędzać coraz więcej czasu w jego towarzystwie. Jednak pan Dodgson, wcale nie jest zainteresowany nudną guwernantką i tak naprawdę nie dostrzega jej obecności. Dla niego liczy się Alicja, jedna z córek państwa Liddell. Jego początkowa fascynacja, wkrótce przeradza się w obsesję, a gdy Maria dostrzega w czym rzecz, postanawia to ukrócić. Złość i rozczarowanie sprawiają, że kobieta decyduje się na zemstę.„Dom po drugiej stronie lustra” to książka nietypowa i nieszablonowa. Zdecydowanie odbiega od znanych i przesłodzonych powieści o miłości. Fascynacja Dodgsona małą Alicją, może być postrzegana jako niezbyt normalne zainteresowanie małymi dziewczynkami. Jednak nie ma żadnych dowodów na to, że Carroll mógł przejawiać takie skłonności. Można jedynie polemizować. Bez wątpienia kochał Alicję, w końcu to dla niej stworzył dzieło, które czytamy do dziś.„Dom po drugiej stronie lustra” to ciekawa publikacja, która przybliża nam postać Alicji, jak i również samego Lewisa Carrolla. To opowieść o poszukiwaniu miłości i dążeniu do realizacji swoich marzeń, o niespełnionych pragnieniach i bólu, który rodzi się z rozczarowania i frustracji. Vanessa Tait stworzyła niebanalną historię, która może stanowić wspaniały wstęp, do znanej nam „Alicji w Krainie Czarów”. Warto również zaznaczyć, że książka została wydana w 150 rocznicę powstania dzieła Lewisa Carrolla. Jeśli chcecie dowiedzieć się jak powstała magiczna Kraina Czarów i poznać jej osobliwego autora, to koniecznie sięgnijcie po książkę Vanessy Tait, będzie to na pewno niezapomniana podróż, która dostarczy wam wielu wrażeń.

Przeczytaj całą opinię
2015-10-14
źródło: http://www.empik.com/p1108500423,ksiazka-p

Alicja w Krainie Czarów jest jedną z moich ulubionych książek. Chwytam za wszystko, gdzie pojawia się ten motyw. Dom po drugiej stronie lustra wydał mi się naprawdę intrygującym tytułem. Rzuciłam się na niego, gdy tylko się pojawiła. I jak to zawsze ze mną bywa: odłożyłam ją na później i czytałam wszystko dookoła. Zmotywowałam się jednak i chwyciłam za tę książkę z piękną okładką z nadzieją, że okaże się być niesamowitą przygodą. Początek wydał mi się lekko nudnawy, jednak po kilku stronach wiedziałam już, że nie uda mi się oderwać. Maria jest guwernantką w domu państwa Liddell. Ślepo ufa wszelkim zasadom i wychowuje trójkę dzieci zgodnie z kodeksem moralnym. Ina, Edyta i Alicja są tak różne, jak tylko mogą być siostry. Każda jest inna i każda lubi coś innego. Na tą ostatnią z nich, jedenastoletnią Alicję, wszyscy zwracają uwagę, czym irytuje ona Marię, starą pannę, która za wszelką cenę chciałabym wyjść za mąż. Zwraca ona uwagę na przyjaciela Alicji, Charlesa Dodgsona. Starszy mężczyzna uwielbia fotografię i mimo nieprzeciętnego wyglądu zwraca na siebie uwagę kobiety. Nieprzystosowana do wyższych sfer Maria stara się zrobić wszystko, by godnie wykonywać swoją pracę i ma nadzieję, że dzięki niej uda jej się w końcu znaleźć jakiegoś mężczyznę, który ją poślubi, Lewis Carroll, czyli właśnie Charles Dodgson, znany jest ze swojej pasji, jaką była fotografia. Najbardziej lubił on uwieczniać na nich małe dziewczynki, które nazywał swoimi przyjaciółkami. Nie jest pewne, czy jego zachowanie można nazwać pedofilią, gdyż dzieci nigdy nie krzywdził - a przynajmniej nic o tym nie wiadomo. Pewnym jest jednak, że kochał bardzo młode panienki, a Alicja Liddell - prababcia autorki - była jego faworytką i pierwowzorem Alicji w Krainie Czarów. Patrzymy na ich spotkania i przyjaźń oczami Marii, guwernantki, która jest bardzo ograniczoną osobą i nie rozumie świata, na jakim przyszło jej żyć. Liczą się dla niej tylko zasady, przez co jest obiektem kpin egoistycznej Alicji. "Jak się jest cały czas sobą, to po jakimś czasie staje się to nudne. Oczywiście jeśli założymy, że coś takiego jak bycie sobą w ogóle jest możliwe." Postać Marii jest naprawdę irytująca, jednak nie zwracałam na nią zbytniej uwagi. To osoba Alicji i Dodgson mnie intrygowali, Po przeczytaniu Lolity, Nabokova, kwestia pedofilii i relacji tego typu bardzo mnie interesuje, dlatego też Dom po drugiej stronie lustra praktycznie pożarłam. To wszystko jest ciekawe ze względu na to, że historia ta jest w większości prawdziwa. Vanessa Tait opowiada coś, co zdarzyło się w przeszłości i tylko lekko podkolorowała wątki. Zamiast jednak ugasić moją ciekawość Tait tylko ją powiększyła. Biografia Lewisa Carrolla jest już w drodze do mnie i z całą pewnością niedługo ją pochłonę, bo nie spodziewałam się po autorze książeczek dla dzieci budzenia takich kontrowersji w dzisiejszych czasach. Nie wiedziałam, czego się spodziewać w Domu po drugiej stronie lustra i podeszłam do niej bez zbytnich wymagań. Pokochałam ją jednak i jestem pewna, że jeszcze nie raz do niej wrócę, a przynajmniej do fragmentów. Wydaje mi się, że nie jest to powieść, która przypadnie do gustu każdemu, jednak losy Marii, Alicji, Charlesa są naprawdę wciągające. Choć wszystko poznajemy z punktu widzenia guwernantki, która ma naprawdę ograniczone spojrzenie na świat, możemy wejść tam, gdzie wstęp ma tylko rodzina i dowiedzieć się dużo więcej, niż gdyby narratorem był Dodgson. Już sam styl życia Liddellów, ich bogactwo, jest ciekawą kwestią i wstawki polityczne i społeczne dodają uroku całej książce. "Pewnego dnia naukowcy odkryją, że miłość jest niczym innym, jak związkiem chemicznym, który można odtworzyć w laboratorium i tak samo szybko sprawić, że zniknie." Jestem bardzo zadowolona z lektury i tego, że w końcu się za nią zabrałam. Nie żałuję, że nie zrobiłam tego wcześniej, gdyż Lolitę również poznałam niedawno, a to dzięki niej mam całkiem inne spojrzenie na ten temat i nie podchodzę do tego z góry założoną niechęcią. Roztrząsam kwestie moralności i poglądów. Trzeba jednak z góry oznajmić, że zaręczyny starszych mężczyzn z dziewczynkami nie były niczym szczególnym ani gorszącym w tamtym czasie, więc w Domu po drugiej stronie lustra nie chodzi - bezpośrednio - o pedofilię. Wszystko zależy od tego, na co zwróci uwagę czytelnik.

Przeczytaj całą opinię
2016-03-21
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Bardzo subtelna, post-wiktoriańska powieść i zarazem intrygujące

Powieść "Dom po drugiej stronie lustra" opowiada o genezie powstania "Alicji w Krainie Czarów" z perspektywy Marii, autentycznej guwernantki, którą zatrudniali państwo Liddell. To właśnie ona była najprawdopodobniej pierwowzorem postaci Czerwonej Królowej. Maria to typowa kobieta schyłku epoki wiktoriańskiej, dość zasadnicza i sztywna, nie ma wielkich wymagań wobec życia, a praca nie przynosi jej satysfakcji. Ma 28 lat i choć uchodzi za starą pannę, bardzo pragnie wyjść jeszcze za mąż. Jej życie nabiera jednak kolorów, kiedy podejmuje pracę jako guwernantka u dość dziwacznej rodziny Henry'ego Liddella. Nagle kobieta trafia do świata którego kompletnie nie rozumie - świata wesołej gromadki pana Liddella, jego eleganckiej żony i trzech córeczek: Iny, Edyty i Alicji. Niemniej to właśnie w Marii, tej która z taką pasją hołdowała własnemu kodeksowi moralnemu - któregoś dnia zaczynają się budzić nowe, nieznane emocje. Kobieta ulega stopniowej fascynacji przyjacielem domu - panem Dodgsonem, tak oryginalnym, nieoczywistym i innym niż wszyscy mężczyźni, których znała wcześniej. Tym, który później przyjmie pseudonim Lewisa Carrolla, i który będzie wymyślał dla małej Alicji wciąż nowe historie, jak choćby tę o króliku z zegarkiem i butelce z napisem "Wypij mnie". Guwernantka nie zdaje sobie jednak sprawy z tego, że zachowanie drugiego człowieka można zbyt łatwo zinterpretować mylnie. A kiedy to wreszcie zrozumie - samą siebie również pozna z zupełnie innej strony.Vanessa Tait bardzo dobrze nakreśliła epokę wiktoriańską, dzięki czemu tło w powieści "Dom po drugiej stronie lustra" zostało odzwierciedlone bardzo naturalnie i wnikliwie, acz nienachalnie. Dodatkowym plusem powieści jest charakterystyka postaci, zwłaszcza narracja, która w znakomity sposób przedstawiła zewnętrzne i wewnętrzne życie głównej bohaterki. Maria Prictkett - to kobieta, która z jednej strony tkwi w swoim marazmie, a z drugiej przygląda się sobie z boku, jak gdyby zza przezroczystej lustrzanej tafli. Guwernantka stała się w tej powieści niejako ofiarą własnej wyobraźni - mylnie interpretowanych fantazji i obsesji dotyczących małej Alicji, dla której Lewis Caroll stworzył Krainę Czarów oraz wielebnego Charlesa. Podczas gdy sam Dodgson, a właściwie Lewis Carroll, jest niezwykle mroczny, fascynujący i niebywale twórczy. Nie brakuje oczywiście w fabule kontrowersji. Są one związane z niejasnym stosunkiem Carrolla do małych dziewczynek. Podoba mi się jednak to, że Tait pozostawiła wątpliwości z nim związane bez jednoznacznej odpowiedzi. "Dom po drugiej stronie lustra" to bardzo subtelna, post-wiktoriańska powieść o niespełnionych marzeniach, zawiedzionych nadziejach i rozgoryczeniu, które rodzi się z rozczarowania. To do bólu konsekwentna i niezwykle subiektywna historia ukazująca odbicie przedstawionej rzeczywistości. Takie książki miewają swój urok. To powieść zdecydowanie dla tych, którzy lubią książki niestandardowe - zupełnie różne od przelukrowanych powieści o miłości. Prawnuczka Alice Linddell, Vanessa Tait napisała książkę, która odkryła kulisy powstawania "Alicji w Krainie Czarów". Autorka zrekonstruowała historię i lekko ją udramatyzowała jednak nie siliła się na nieszczere wybielanie przeszłości swojej rodziny - wprost przeciwnie. Historia opisana w książce wydarzyła się naprawdę, a sama Vanessa Tait dodała do niej tylko szczyptę fikcji. W efekcie czego, opublikowany w 150. rocznicę wydania "Alicji w Krainie Czarów" - "Dom po drugiej stronie lustra" stanowi intrygujące uzupełnienie klasycznego dzieła Lewisa Carrolla.

Przeczytaj całą opinię
2015-08-12
źródło: http://www.empik.com/p1108500423,ksiazka-p

Za dużo tu Marii, za mało Alicji..

Przeczytaj całą opinię
2016-02-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Jako, że to jest wariacja o najbardziej znanej mojej imienniczce, jestem surowym krytykiem. Czyta się szybko i lekko, ale w nadziei, że historia ujawni coś "łał", ale nie ma tego łał - główna bohaterka Maria cierpi na chroniczny ból głowy, zimno i wredotę, Alicja jest wkurzającym bachorem, a jedynie ciekawą postacią jest Dodgson - ciężko go rozgryźć.

Przeczytaj całą opinię
2015-11-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

http://olejszkoleczytajksiazki.blogspot.com/2015/10/panna-pryszcz-i-nieprzyjaciele-dom-po.html "Dom po drugiej stronie lustra" dość mocno mnie zawiódł. I nawet nie chodzi o to, że był słaby. Bo nie był. Ba! Był dobry. Ale to nie to czego spodziewa się przeciętny Alicjomaniak. Całość ma wypełniać lukę powstałą po zaginionych stronach dziennika Charlesa Dodgsona( Lewis Caroll to tylko pseudonim. Niby wszyscy o tym wiedzą, ale zawsze lepiej o tym wspomnieć). I tłumaczy. Ale niezbyt przekonująco. Całość nadrabia co prawda olbrzymia ilość nawiązań, jednak równie duża ilość szczegółów jest przeinaczona bądź pominięta. Maria Prickett zwana przez swoje nieletnie wychowanki z powodu niezbyt przyjemnej aparycji oraz charakteru również panią pryszcz jest guwernantką. Ma 28 lat wciąż będąc niezamężna. Jak na czasy Wiktoriańskie jest to prawdziwy skandal! Zostaje ona zatrudniona w domu państwa Lidell, jej zadaniem jest nauczanie trzech córek Lidellów- najstarszej Iny, średniej Alicji oraz najmłodszej Elżbiety( w polskiej wersji Elisabeth przetłumaczono jako Edytę, jednak ja wolę trzymać się Elżbiety będącej bardziej wierną oryginałowi). Nie jest ona najlepiej wyedukowaną osobą, dlatego lekcje z nią są zwykle nudne a wiedzę przyswaja się tylko i wyłącznie z podręczników. Pewnego dnia spotyka ona pana Dodgsona- matematyka pracującego na uniwersytecie Oksfordzkim. Z początku jest on obiektem jej żartów i złośliwośći- mały, powykręcany, jak to Maria ujęła "gładki" oraz jąkający się wykładowca był obiektem wręcz idealnym do wszelkiego rodzaju szyderstw. Ale czas tak jak wszytsko przemija. Z każdą wizytą matematyka wydaje jej się on coraz bardziej interesującą osobą. Podsumowując. Mamy tutaj najklasyczniejszy z najklasyczniejszych romansów. Od zera do kochanka? Na szczęście nie. To tylko pozór. Tait ukazuje nam historię miłości nieszczęśliwej, jednostronnej. Miłości, która nigdy się nie rozwinie. Miłości pełnej niedopowiedzeń i niespełnionych fantazji. Ale zaraz, czy to nie miała być przypadkiem książka o Alciji? Miała, i jest. Niestety w niesatysfakcjonującym stopniu. Sama panna Lidell jest w to zangażowana, dość mocno. Właściwie to właśnie ona mąci w związku. Niestety( tak, wiem NADUŻYWAM tego słowa) osoba która miała być głównym atutem tej ksiązki gubi nam się w tym wszystkim. Maria, oraz irytacja jaką wywołuje u czytelnika wychodzi na pierwszy plan. W sumie nie ma w tym nic złego, wkońcu to z jej perspektywy miała być opowiedziana historia, więc emocje które przeżywa są równie ważne jak cała reszta. Niestety( HA! Użyłem "niestety" trzeci raz w jednym akakpicie! Ktoś przebije?) nie tego się spodziewałem. I tyle. A co dokładniej mnie rozczarowało, a co ucieszyło? Zapraszam do akapitu niżej! Zacznijmy od rzeczy które wywołały szerokiego banana na mojej twarzy. Po pierwsze nawiązania! Niektóre widoczne na pierwszy rzut oka( scena podróży łódką Lewisa Carolla oraz córek państwa Lidell, którą każdy fan Alicji zna z wstępu), kolejne również dość wyraźne, jednak tylko dla osób z Alicją silnie zapoznanych( "Na co komu książka bez obrazków?" pada aż dwa razy!) po te najbardziej subtelne( stresowe doznania Marii, której wydaje się, że na przemian powiększa i pomniejsza się. Znamy skądś zmiany rozmiarów prawda?). Oprócz nawiązań do "Alicji" mamy również aluzje do innych dzieł dziecięcych tamtego czasu. Chociażby rymowanka o dziewczynce która doszczętnie spłonęła bawiąc się zapałkami przypomina mi wierszyk o Kasi ze zbioru makabrycnych opowieści dla dzieci "Złota różdżka". Świetnym pomysłem było również pokazanie Alicji taką jaka naprawdę była. Nie uświadczymy tutaj słodkiej, ckliwej i wyidealizowanej dziewczynki, o nie! Spotkamy tutaj Alice autentyczną. Świadomą swojego uroku, przedrzeźniającą wszystko i wszystkich rozkapryszoną "małą księżniczkę. Postać którą czytelnik niejednokrotnie będzie miał ochotę zadusić. Jednocześnie postać najbardziej barwną. Elżbieta i Ina wypadają przy niej po prostu blado, pan Dodgson wypada jak zwykły pantoflarz, Maria z kolei jest wybitnie nie interesująca. A wady? Ich również jest dużo. Po pierwsze. Autorka wzięła sobie za zadanie opisanie historii Alicji taką jaka byłą naprawdę. Stara się to robić jak najbardziej konsekwentnie, jednak polega na najprostszych kwestiach. Mnie do białej gorączki doprowadzał każdy fragment w którym wspominane były "blond włosy Alicji". Czytając je miałem ochotę skoczyć z klifu. Bo może i Disneyowska Alicja, jak i ta zapisana w pokulturze były blondynkami, ale oryginalna Alicja Lidell posiadała włosy ciemnobrązowe. Mały szczególik, a jakże irytujący. W powieści występuje więcej odstępstw od normy. Jak chociażby kwesti rozejścia się dróg Dodgsona i Alicji. Akualnie powszechnie przyjętym jest, że spowodowała je Ina, w książce z kolei odpowiedzialna za całe zło jest Maria. Ta kwestia akurat może pozostawać sporna, ponieważ w gruncie rzeczy nikt nie wie jak było naprawdę, a cała teoria spiskowa oparta jest na domysłach i niejasnych dziennikach. Natępną jednak nie ostatnią wpadką jest wątek miłosny na lini Maria-Dodgson. Niezbyt przekonujący, do tego żadne z nich w wydaniu *historycznym* nie żywiło do siebie uczuć. Niepotrzebnie wprowadzono również fikcyjną postać pana Wiltona, która za zadnie miała jedynie namieszać w tej niezbyt autentycznej relacji. Najpoważniejszym minusem jest nierówność. Niektóre fragmenty przeczytamy z zapartym tchem, a inne będą nam się dłużyć i zniechęcą do czytania. Przez to nie jestem w stanie jednoznacznie określić tej książki. Kończąć. "Dom po drugiej stronie lustra" nie jest opowieścią złą. Potrafi dostarczyć rozrywki, jednak potrafi również zirytować. Jeśli lubisz "Alicję..." jednak nie wymagasz czegoś świetnego możesz bez wyrzutu po nią sięgnąć. Jednak jeśli wiążesz z nią większe oczekiwania narażasz się na poważne rozczarowanie. Jest to moje trzecie spotkanie z wydawnictwem Czwarta strona, i jak dotąd najgorsze. Wciąż jednak nie jest aż tak złe. Moja ocena: 6/10

Przeczytaj całą opinię
2015-10-11
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Książka na pewno pozwala spojrzeć na Alicję inaczej... Mała wydaje się bardzo irytująca, fabuła zmieni podejście do "Alicji w Krainie Czarów" ale w pozytywnym sensie. P.S Guwernantki mi strasznie szkoda :( ogólnie książka nie poraża

Przeczytaj całą opinię
2015-10-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Maria ma 28 lat i w czasach w których przychodzi jej żyć, uważana jest już za starą pannę. Mimo to, bardzo pragnie wyjść za mąż. Jej nudne życie zmienia się o sto osiemdziesiąt stopni, gdy zostaje guwernantką u nieco dziwacznej rodziny dziekana Lieddella. Zarówno on, jego żona i dzieci wywracają jej życie do góry nogami. Kobieta trafia do świata wyższych sfer, który znała tylko z plotek. I nie za bardzo może się w nim odnaleźć. Chyba każdy kto słyszał o tej książce wie, że autorką jest prawnuczka autentycznej Alicji. Dziewczynki dla której powstała "Alicja w Krainie Czarów". Tej samej, która tak na prawdę jest bohaterką powieści Tait. Nie główną, ale tak naprawdę to o nią tutaj chodzi. I fakt ten, by opowiadać historie z punktu widzenia kogoś innego niż jej uczestnika jest naprawdę intrygujący. Właśnie Alicja, jako jedyna z córek państwa Lieddel, jest nakreślona w ciekawy i dość szczegółowy sposób. Zarówno Edyta jak i Ina, giną w jej tle. Pojawiają się, ale zaledwie sporadycznie. Cała uwaga skupiona jest na Alicji, która może zirytować. Jak na swój młody wiek, ma świadomość swojego uroku, momentami bywa aż nadto kapryśna, a nawet bezczelna. Jednak jedno trzeba jej przyznać, jest bardzo inteligentna i to nieco ją ratuje. Oprócz niej, akcja skupia się tylko na guwernantce i jej "miłosnych" przeżyciach. Nieudolnych i o wiele zbyt mocno wyolbrzymionych w jej głowie. Naiwność Marii jest wręcz dziecinna, a ona sama jest nudną postacią. Nie ma ręki do dzieci, ni krzty autorytetu u nich, momentami wydaje się jakby zajmowała się nimi za karę. A co ciekawe, ona sama doskonale o tym wie. Jednak pragnienie małżeństwa przesłania jej wszystko. Przez to kobieta nie stara się nic zrobić z brakiem umiejętności do pełnionego stanowiska. Historia ta przepełniona jest udawaniem i stwarzaniem pozorów. Krzywym, lustrzanym odbiciem właściwych zachowań. Tak naprawdę nie historia, a jej bohaterowie są pokazani właśnie w ten, nieco karykaturalny sposób. Pani Lieddell zajmuje się dziećmi głównie wtedy gdy może to wpłynąć na jej opinię. Tak naprawdę dba tylko o swoją wygodę i reputację. Alicja udaje grzeczną i ułożoną dziewczynkę przy rodzicach, chociaż czasem i ona się zapomni. Nawet zdjęcia tworzone przez przyszłego Carrolla, są pełne fałszu, obłudy i gry pozorów. W końcu nawet Maria daje się wciągnąć w manie udawania, próbując odgrywać surową i mściwą guwernantkę. Najbardziej intrygującym aspektem powieści jest sama relacja między Alicją, a panem Dogsonem. Tym, który późnej przyjmie nazwisko Lewisa Carrolla i spiszę historię niegdyś opowiedzianą swojej ulubienicy. Relacja, która ich łączy wydaje się nieco niestosowna i dziwna. Fakt ten, nadaje pozycji oryginalności, ale nie ratuje jej do końca. Mimo wszystko, pozycja ta jest dość ciekawa. W końcu opisuje prawdziwe wydarzenia, uzupełnione nieco fikcją literacką. W dużej mierze jest to historia o szukaniu miłości i spełnianiu marzeń. Nawet za wszelką cenę. Ponadto, to gratka dla fanów Carrolla, dająca możliwość poznania zarówno jego jak i kulisów powstawania historii "Alicji w Krainie Czarów". Tekst z http://smieszna-nazwa.blogspot.com/

Przeczytaj całą opinię
2015-10-03
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097

Książka w zbeletryzowanej formie próbuje przybliżyć czytelnikowi pewien etap z życia autora "Alicji w Krainie Czarów", Charlesa Dodgsona (Lewisa Carrolla). Autorka, podobno prawnuczka legendarnej już Alice Liddell, postanowiła na kartach powieści wyjaśnić dlaczego Dodgson zerwał stosunki z rodziną Liddell i w pewien sposób odnieść się do utraconych fragmentów pamiętnika pisarza, które tłumaczą te motywy. Kilka wydartych stron z dziennika, skomentowanych i streszczonych przez jego krewnego. Sam pomysł był może i dobry, ale poprzez formę realizacji nie zachwyca. Autorka tworzy postać koszmarnej guwernantki panny Prickett (również postać historyczna), której intryga staje się powodem zakończenia relacji. Argumentacja nie przekonuje i nie zgadza się ze znanymi faktami. Sama guwernantka została przedstawiona jako osoba głupia i prymitywna, ja osobiście miałam wrażenie, że autorka wręcz jej nienawidzi. We mnie budziła litość. Mała Alicja ożywa pod piórem Tait, ale jako dziecko rozkapryszone, nieznośne, świadome swego uroku. Ina (według faktów prawdziwa sprawczyni całego zamieszania) w powieści jest zaledwie zarysowana. Postaci rozmawiają ze sobą i prowadzą monologi, ale są jak postaci występujące w spektaklu teatralnym, które mówią swoje kwestie i znikają. Nie ma tu wiktoriańskiego Londynu, brakuje realiów epoki (oprócz męczących opisów ubrań). Książka jest krótka, ale nuży i nie przekonuje. Jedynym, co może przyciągnąć uwagę, jest podjęty temat dziwnej relacji małej Alicji i dojrzałego Dodgsona. Pozytywnym efektem może być - jak w moim przypadku - ponowne przyjrzenie się biografii pisarza i samych sióstr Liddell oraz zaduma nad zmianami obyczajowymi, które zaszły od tamtych czasów.

Przeczytaj całą opinię
2015-09-30
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/259097
z 2