Elita

Wydanie
Jaguar, Warszawa, .
Liczba stron
328
Wymiary
14,0 × 21,0 cm
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788376862453
Waga
0,37 kg
Język
polski
Tłumaczenie
Kaczarowska Małgorzata
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu. Aspen jest jednym z żołnierzy strzegących bezpieczeństwa kandydatek, a to wcale nie ułatwia Ami zrozumienia własnych pragnień.

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

//Opinia do przeczytania również na: http://kaginbooks.blogspot.com/2017/05/89-elita-kiera-cass.html Drugi tom "Rywalek". Do pałacu przybyło trzydzieści pięć dziewcząt. Teraz zostało ich tylko sześć. Ami i książę Maxon stają się sobie coraz bliżsi, jednak dziewczyna wciąż pamięta o Aspenie, chłopaku, którego darzyła szczerą miłością jeszcze zanim trafiła do pałacu.Tak, dobrze czytacie. America Singer, "Piątka" zdeklasowała większość rywalek i trafiła do półfinału - teraz musi wysilać cały swój spryt, by wygrać... Stało się. America wygrała los na loterii, trafiła do pałacu wraz z 34 innymi kandydatkami na żonę księcia. Po dość niefortunnych próbach poznawczych, w końcu powoli się do niego zbliża - co więcej, trafia do półfinałowej szóstki dziewcząt. Rywalizacja staje się jeszcze bardziej zaciekła niż do tej pory. Ami w końcu zaczyna sobie uświadamiać, że czuje coś do Maxona, ale czy to wystarczy? Żeby było weselej, na jej drodze znów staje Aspen, teraz jako gwardzista królewski. Co więcej, dziewczęta zostają wrzucone w wir rywalizacji, uświadamiają sobie, jak poważna jest stawka... i zaczynają walczyć, korzystając z każdej okazji, jaka się tylko przytrafi. Jednocześnie jednak powoli poznajemy rodzinę królewską i przyglądamy się, jak America odnajduje się w pałacu. A jak się odnajduje...? Różnie. Tyle tytułem wstępu, bo - uczciwie mówiąc, nie ma tu wiele do powiedzenia. Grono jest węższe, sytuacje są trudniejsze, Maxon zaczyna zaś działać mi na nerwy w równym, jeśli nie większym stopniu jak Aspen. Jedyną bronią tej części w zasadzie jest więcej akcji, więcej dynamizmu i różnego rodzaju scenek rodzajowych. W bonusie - w końcu! - poznajemy historię Illei, choć w sposób urywany i mocno chaotyczny. Wciąż brakuje mi więc w powieści jakiegoś głębszego tła, akcentu, który sprawi, że to nie troski Ameriki staną na pierwszym miejscu, ale staną się przyjemnym wypełnieniem całości. Na plus jednak przemawia postać króla Clarksona (do dziś dumam, dlaczego imiona protagonistki i króla są takie jakie są...), objawiająca się jako zapatrzony w siebie tyran. Wbrew pozorom, taka postać dobrze wypełniła tło i sprawiła, że czytało mi się całkiem przyjemnie. Jasne! Przyznaję się, że mimo wszystko bałam się, iż ta swoista, cukierkowa baśniowość pierwszej części będzie dominować i w tej części. Że baśń o Kopciuszku będzie trwać dalej. Całkiem miło się rozczarowałam, i z większą niż wcześniej uwagą obserwowałam losy dziewczyn. Ale nie może być tak dobrze: mimo dobrych zamiarów i pomysłów - choćby z Clarksonem i Maxonem, i ich wzajemną, nieco mroczną relacją - wciąż przez całą książkę przewija się wątek trójkącika miłosnego, który po prostu mnie wkurza. Amerkia nie potrafi się zdecydować na żadnego z dwóch facetów i obu, oczywiście "kocha". No wybaczcie, ale na zdrowy, babski rozum - albo kochasz jedną osobę albo nie kochasz żadnej. Nie da się jednocześnie kochać tak samo dwóch facetów! (albo ja po prostu nie miałam nigdy takiej okazji ;) ). Zresztą, nasza główna bohaterka jest tu jeszcze większa chorągiewką na wietrze, niż była w poprzednim tomie: kompletnie nie potrafi się zdecydować na coś konkretnie i w jednym rozdziale umie kilka razy zmienić zdanie. Na litość boską, babo... miałam ochotę po prostu strzelić ją w łeb. Podobnie, jak z kwestią zmienności zdania, wkurzało mnie to, że co chwila zalewała się łzami. Czy był powód czy nie, ona beczała. Ileż, cholera, można!? Na szczęście, pod tym wszystkim, czasem pojawia się pazur i siła charakteru, ale... autorka wyraźnie nie wykorzystała okazji ;) Na szczęście, w całokształcie, przy nadmiarze niemal fabuły - w porównaniu z poprzednim tomem - i z masą różnych wydarzeń, jakie mają miejsce na przestrzeni powieści, jest dobrze. O dziwo, losy Ami wciągają! I to mówię ja. Jarząbek ;) A co z bohaterami tak ogólnie? Nadal płasko, ale już widać coś więcej, przynajmniej jak o charakter chodzi. W końcu pojawiają się jakieś rysy i przeszłość, w końcu pojawia się pazurek. Nie zawsze, ale jednak. Wiadomo, część postaci przedstawiono tak, by z miejsca je polubić lub nie, ale da się to przełknąć. Chyba najbardziej denerwowała mnie w tym tomie królowa - takie miękkie jajo, które pojawia się jako zapychacz. Już służące Ameriki miały więcej ikry! No i Aspen, który... jest. Po prostu. Cass chyba nie miała na niego pomysłu i dlatego dała go jak dała, ale co zrobić. Takie są wymagania ;) Okładka też nadal nie zachwyca, podobnie, jak poprzednia... i kolejne z serii. Nie, basta, po prostu nie wiem, co tu ładnego. Kolorowa jest? No jest. Ale żebym peany miała na jej cześć pisać, to nie, nie u mnie. Nie mniej, rozumiem, że są fani takich okładek... ;) Podsumowując? "Elita" to lekka, jednowieczorna "zapychajka" na luźniejszą chwilę, którą po prostu szybko się czyta. Styl autorki jest lekki i przyjemny, historia nie wymaga wciąż żadnego wysiłku w kojarzeniu faktów. Po odłożeniu książki szybko można zapomnieć, co i jak, jednak w całokształcie źle nie jest. Łatwo się wciągnąć i na kilka godzin zapomnieć o otaczającym nas świecie - zwłaszcza, że aura za oknem, zamiast wiosennej, przypomina późny październik ;)

Przeczytaj całą opinię
2017-05-02
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Znowu złapało mnie chorubsko więc znów leżąc półprzytomna z gorączką sięgnęłam za wytwór Pani Kiery Cass, zalegający gdzieś na regale. Podobnie jak przy pierwszej części - pewnie, że idzie przeczytać chociaż dylematy głównej bohaterki są nieco irytujące. I ponownie: potencjał całej historii jest ogromny ale niewykorzystany! Gdyby tylko dopracować i rozwinąć zarys opisanego świata... Na szczęście trzeciego tomu w moim księgozbiorze nie znajdę więc w kolejnym zamroczonym katarem stanie umysłu po niego nie sięgnę.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-24
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Drugi tom trylogii, jak i pierwszy, pochłonęłam w jeden dzień. Kibicowanie Ami wciągnęło mnie bez reszty, tym bardziej, że w raju pojawiły się poważne rysy i nic już nie jest takie proste. Fabuła nabrała powagi, negatywnych uczuć znajdziemy tutaj dużo więcej, niż w "Rywalkach". Jest to jednak zrozumiałe, ponieważ rywalizacja, choć dziewczęta szczerze się przyjaźnią, robi się coraz bardziej zaciekła w miarę, jak jest ich coraz mniej. Pojawiają się też wątki państwowe, a wiele spraw, wcześniej niezrozumiałych, zaczyna wpasowywać się w układankę życia pałacowego oraz podstaw państwa Illéa. Jedyne, co mi nie pasowało w powieści, to łatwość, z jaką rebelianci dostawali się do pałacu. Sądząc z opisów, Illéa powstała na gruncie USA i Kanady, czyli nie było to państwo małe. A w książce co jakiś czas mamy rebeliantów, a to z Południa, a to z Północy, którzy plądrują pałac, jakby stał na pustyni, a granica południowa i północna znajdowała się w odległości góra kilku kilometrów. Żadnych straży miejskich, policji, wojska w mieście, mimo tego, że niebezpieczeństwo jest powszechnie znane, skoro co kilkadziesiąt stron rodzina królewska ląduje w schronie. Przyznam, że niezmiernie mnie to bawiło, im częściej się to zdarzało. To taki element, który, jak rozumiem, potrzebny jest w powieści, ale trochę niewiarygodnie został ukazany. No, ale cóż, trzecia część już rozpoczęta :) Ami, do boju (nie tylko o księcia ;)

Przeczytaj całą opinię
2017-04-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Tysiące, a nawet miliony dziewcząt zgłosiło się do Eliminacji. Trzydzieści pięć młodych dam trafiło do pałacu, by walczyć o serce księcia Maxona i koronę Illei. Tylko sześć okazało się na tyle dobre, mądre i piękne, aby pozostać w Elicie. ''Czasem mam wrażenie, że jesteśmy zasupłani tak, że nie da się tego rozplątać.'' Jedna z sześciu kandydatek nie tylko będzie nosić strojne suknie, ale także przed nią staną trudne zadania. Żona Maxona powinna być niezwykle piękna, ale przy tym pełna pokory. Nieśmiała, ale nie tchórzliwa. Pogodna, uległa, a przy tym niezwykle interesująca towarzyszka rozmów. Będzie musiała wspierać przyszłego władcę. Godność to powinno być jej drugie imię. Czy któraś z nich da radę udźwignąć ogrom obowiązków i przy tym kochać księcia? ''- Czyż on nie jest niesamowicie przystojny?- zapytała Kriss.- Jest. - Cały czas wyobrażam sobie, jak wyglądałyby dzieci z jego włosami i moimi oczami.'' America stara się ze wszystkich sił przyzwyczaić do myśli o zostaniu najważniejszą kobietą w Illei. Stara się, ale ta perspektywa ją w pewien sposób przeraża. Ta wizja przyćmiewa blask jej uczucia do Maxona. Dodatkowo nie może zapomnieć o Aspenie. ''Ale jak miałam dokonać wyboru, skoro obie możliwości były równie dobre? Jak mogłam podejmować decyzję, wiedząc, że tak, czy inaczej jakaś część mnie będzie rozpaczać? Pocieszałam się myślą, że mam jeszcze czas. Mam jeszcze czas.'' Nie dość, że America nie jest pewna swoich uczuć, to Maxon dziwnie się zachowuje. Coraz bardziej oddalają się od siebie. Wszystko obraca się przeciw rudowłosej dziewczynie. Nie jest pewna swojej pozycji w zamku.. i nie wie, czy chce w nim zostać po odkryciu jego ciemnej strony. ''Masz prawo do swoich tajemnic.'' Jak mogliście się dowiedzieć z poprzedniej recenzji, ''Rywalki'' bardzo mi się podobały. Z jednej strony ''Elita'' była według mnie gorsza, a z drugiej jednak lepsza. Już śpieszę z wyjaśnieniem. Mniej mi się podobał wątek miłosny w przypadku Americi. Według mnie zarówno ona, jak i Maxon byli zbyt niezdecydowani, co mnie nieco irytowało. Rozumiem jednak, że wszystkie decyzje były dla nich niezwykle trudne. Wybaczam to autorce. Podobało mi się to jak gwardzista Woodwork i pewna dziewczyna się w sobie zakochali. Chciałabym, aby ktoś darzył mnie kiedyś takim uczuciem. ''Nigdy więcej cię nie zobaczę. To moja wina.'' ''Miłość była rodzajem cudownego strachu.'' A dlaczego książka okazała się lepsza w jednej kwestii? Odpowiedź jest prosta. Więcej się działo. Od bali poprzez ataki rebeliantów, aż do egzekucji. Na plus z pewnością oceniam opisanie relacji głównej bohaterki i jej ojca. Pan Singer wspierał córkę w każdej decyzji. Chciał jedynie, żeby szczęśliwie spędziła życie. Uważam, że każdy rodzic mógłby brać z niego przykład. Niezwykle polubiłam słodką May oraz wszystkie pokojówki, gwardzistów, a nawet rebeliantów. Myślę, że gdyby Kriss nie była rywalką, Americi to także podbiłaby moje serce. ''- Nie jesteś głupia. - Owszem, jestem. - Mer, czy uważasz, że ja jestem mądry? - Oczywiście. - Bo jestem. I jestem o wiele za mądry na to, żeby zakochać się w głupiej dziewczynie, więc możesz od razu to wykluczyć.'' Sądzę, że książka ukazuje bardzo ważne kwestie. Pokazuje nam prawdziwą miłość. Taką, kiedy jesteśmy w stanie poświęcić wszystko dla tej jednej, jedynej osoby. Przykład wiernej przyjaźni także został świetnie przedstawiony, tak jak troska i miłość rodzicielska. Różnica poglądów, wyraźnie zaznaczone warstwy społeczne, wywyższanie się - to wszystko znajdziecie w ''Elicie''. ''Znam Maxona od dziecka. Nigdy w podobny sposób nie postawił się ojcu.'' Pełna napięcia, interesująca fabuła i świetnie wykreowani bohaterowie, którym nie można się oprzeć. Książka mimo minimalnych wad wciągnęła mnie i nie chciała wypuścić. Konałam ze zmęczenia, ale nie dałam rady odłożyć jej na bok. Idealna jako coś lekkiego i antystresowego, chociaż potrafi ukazać w cudowny sposób ważne wartości. ''Nie płacz, skarbie. Gdybym mógł, oszczędziłbym ci łez na resztę życia.''

Przeczytaj całą opinię
2017-04-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Ta część "Selekcji" podobała mi się mniej niż pierwsza. America irytuje mnie coraz bardziej. Mogłaby się w końcu zdecydować... Właściwie to nie jest zła książka, tylko ja po prostu niezbyt lubię takie romansowe historie. Cykl zainteresował mnie ze względu na dystopijny ustrój Illei. A w tym tomie akcentów politycznych było raczej mało.

Przeczytaj całą opinię
2017-04-01
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Od początku raku kupiłam już za dużo książek... obiecałam sobie, że w kwietniu nie wydam na ani jedną... ale po przeczytaniu Elity wiem, że nie dotrzymam słowa :) Ta seria jest magiczna, wciąga, budzi masę żywych emocji... uwielbiam :)

Przeczytaj całą opinię
2017-03-31
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Po książki z serii "Selekcja" Keiry Cass sięgnęłam skuszona promocją w Biedronce​. Piękne suknie znajdujące się na okładkach książek z tej serii skutecznie przyciągają wzrok. Wiele razy minęły mi zdjęcia na Instagramie. Był to kolejny powód żeby sięgnąć po te książki. Fabuła mieści się w antyutopijnym świecie, który boryka się z wieloma problemami. Społeczeństwo podzielone jest na kasty, część grup społecznych głoduje, pojawiają się grupy buntowników. Nad wszystkim czuwa monarchia, która nie jest świadoma bądź nie chce być świadoma nastrojów wśród . Żeby osłodzić życie poddanym gdy książę osiąga pełnoletność kazda w określonym wieku, niezależnie od statusu społecznego może wziąć udział w rywalizacji o rękę księcia, która dzieje się na oczach ludu. Pomysł choć ciekawy nie wydaje się nad to oryginalny. (Dystopia w przyszłości, podział na kasty, buntownicy, którzy chcą nadać nowy porządek, szansa na zyskanie majątku i sławy na oczach całego ludu, główna bohaterka która nie jest tym zainteresowana, zamysł bardzo podobny do Igrzysk śmierci, Przędzy). Książki czyta się bardzo szybko, nie mają za nad to rozbudowanych opisów. Styl autorki nie jest zbyt wyszukany, zdarzają się małe błędy w fabule. Polecam książkę jako lekkie czytadło na wieczór od którego nie wymaga się zbyt wiele. Prawdopodobnie sięgnę po następne książki z serii żeby zobaczyć jak potoczyły się losy bohaterów oraz żeby skompletować serię na półce (ahh ten ładnych-okładekholizm).

Przeczytaj całą opinię
2017-03-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Niestety, druga część nie zachęciła mnie, żebym sięgnęła po trzecią i chyba tego nie zrobię nigdy. Daję aż 5 gwiazdek, bo myślę, że dużo lepiej oceniłabym tę książkę, gdybym przeczytała ją w gimnazjum lub liceum. I tak właśnie myślę, że jednak ta serio jest za słaba dla starszych czytelniczek.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Drugi to tom jest jeszcze lepszy od pierwszego. Moje emocje rozgorzały do temperatury pieca martenowskiego. O ile w I tomie bardzo polubiłam Maxona i kibicowałam mu, to teraz nienawidzę Go i uważam, że America powinna porzucić tę miłość. Według mnie, Maxon jej nie kocha. Twierdzi, że kocha Ami, ale umawia się z innymi. Jak Ona ma go poznać i mu zaufać. Jest jej całkowicie obcy (przede wszystkim klasowo). Aspena zna i mu ufa, jest jej oparciem. Maxon mówi, że kocha, nawet czasami obdarza zaufaniem (pamiętnik), ale jednocześnie ukrywa przed nią ważne rzeczy. Jak ma wzbudzić zaufanie Ami? Obściskując się z innymi. Przecież łączy go uczucie z Kriss. Ami o tym wie i on sam to sugeruje. Obściskuje się z Kriss na oczach Ami! Obściskuje się i gorąco całuje z Celeste! Ami omija i traktuje chłodnawo, dla drugich ma uściski i uśmiechy. Jej stawia ultimatum i pozostawia decyzję, ale sam nie jest Jej wierny i nie zachowuje się wobec niej lojalnie. To ma spowodować, że Ami go polubi? Ma go kochać, bo jest księciem i Jedynką? Ja, szczerze, podchodziłabym niechętnie do faceta, który tak wyrażałby swoje uczucia do mnie! Nie można kochać i zostawiać sobie drugiej na boku, jako wyjścia awaryjnego! A Maxon dokładnie to robi!. Aspen nie miałby żadnej szansy, poza byciem przyjacielem, gdyby Ami czuła się kochana i była pewna uczuć Maxona!. To książę powoduje, że niepewna swojej pozycji, Ami zwraca się w stronę Aspena. W końcu to on jest czymś stałym i znanym w tym wrogim świecie. Osobiście, ja zrezygnowałabym z Maxona - on tak naprawdę nie kocha Ami - nie tak wygląda miłość. Ona jest albo jej nie ma. Tutaj mamy do czynienia z wygodnym dla Maxona, przyjemnym haremikiem. Poza tym, nie rozumiem Maxona: albo chodzi mu o polityczne koneksje, albo o to, kogo popiera lud w sondażach, albo o miłość! A on chciałby mieć ciastko i zjeść ciastko. To, że pomaga Marlee, że walczy z ojcem, znosi katusze, może zwiększyć sympatię do niego, ale czy ma być powodem, że America go pokocha... Kiedy w najistotniejszych sprawach nie jest wierny i lojalny wobec "ukochanej"! Dla mnie, w sprawach miłości, najistotniejsza jest bezwarunkowa (!) lojalność i wierność. Nie zgadzam się na półśrodki. Nie można trochę kochać i trochę być w ciąży. Albo miłość jest bezwarunkowa, albo nie ma jej wcale!

Przeczytaj całą opinię
2017-03-09
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750

Pochłonęłam ją równie szybko jak pierwszy tom, ale... Rozterki głównej bohaterki doprowadzały mnie zbyt często do frustracji i miałam momentami chęć odłożyć książkę i wrócić do niej kiedy ochłonę. Ciekawość jednak zwyciężyła, czego nie żałuję, chociaż lady America w tym tomie przechodziła samą siebie w kwestii czy kocha, kogo kocha i czy powinna "to czy tamto". Poza tym rewelacja. Sięgam już z niecierpliwością po kontynuację.

Przeczytaj całą opinię
2017-03-07
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/218750
z 39