Pchły, plotki a ewolucja języka

Dlaczego człowiek zaczął mówić?

Wydanie
Copernicus Center Press, Kraków, .
Liczba stron
312
Wymiary
14,0 × 21,5 cm
Oprawa
Twarda
ISBN
9788378862994
Język
polski
Tłumaczenie
Pańkowski Tomasz
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Jak to się stało, że spośród dziesiątków tysięcy gatunków jedynie my opanowaliśmy niebywałą zdolność mówienia? W swojej fascynującej książce światowej sławy antropolog i psycholog ewolucyjny Robin Dunbar rozwija autorską wizję powstania języka – tego najpotężniejszego narzędzia komunikacji, jakim dysponują ludzie. To również opowieść o tym, jak zdrady, kłamstwa i oszustwa – a także silna presja na to, by to wszystko ograniczyć, uczyniły nas ludźmi. W tej książce nie tylko uważnie przyjrzę się temu, co robimy z językiem, lecz także postaram się znaleźć odpowiedzi na bardziej fundamentalne pytania dlaczego mamy język, skąd on się wziął i jak dawno powstał. Będzie to zaczarowana podróż pełna przeskoków z jednego nieoczekiwanego zakamarka naszej struktury biologicznej do drugiego, od historii do hormonów, od bardzo ostentacyjnych zachowań małp do chwil największej ludzkiej intymności. Opowieść ta poprowadzi nas w przeszłość poprzez różne etapy naszych dziejów aż do czasów, gdy nie byliśmy jeszcze ludźmi, lecz zaledwie nie tak znowu niezwykłymi małpami człekokszałtnymi. Jak brzmiały najwcześniejsze języki? Kto nimi mówił? Dlaczego rozwinęły się w to, czym są dzisiaj? Dlaczego wciąż się zmieniały do tego stopnia, że dziś istnieje około 5000 różnych języków (nie licząc tych, które wymarły na przestrzeni tysiącleci, zanim ktoś zdążył je zapisać)? [fragment wstępu] Robin Dunbar jest brytyjskim antropologiem i profesorem psychologii ewolucyjnej Uniwersytetu w Oxfordzie. Słynie z teorii dotyczącej maksymalnej ilości stabilnych relacji międzyludzkich jeden osoby, czyli tzw. liczby Dunbara. Autor m.in. książek Nowa historia ewolucji człowieka (CCPress 2013), Człowiek. Biografia (CCPress 2015), Anatomia miłości i zdrady (CCPress 2016).

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Jak plotkowanie nas uczłowieczyło

Przeczytaj całą opinię
2015-10-31
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/95311

Ciekaw jestem, czy dożyję chwili, kiedy ktoś pokusi się o napisanie syntetycznej teorii antropogenezy. Teorii (niekoniecznie prawdziwej, ale prawdopodobnej), która w spójny i logiczny sposób połączyłaby różnorodne aspekty, które spowodowały, że jeden z gatunków dużych małp w zamierzchłej przeszłości wkroczył na ścieżkę prowadzącą do powstania Homo i do tego sapiens. Nie chodzi mi o analizę, kto i kiedy był naszym bezpośrednim przodkiem, ale o analizę wielu różnorodnych zjawisk, które spowodowały powstanie tak specyficznego gatunku jak Homo sapiens. Tymczasem mamy kolejną książkę niczym klocek Lego, jakiś pojedynczy puzzel, który trzeba gdzieś dopasować. Dopiero co czytałem Ryszkiewicza, zaraz potem Wranghama. Książka Dunbara jest po części uzupełnieniem tego drugiego. Autor jednak nie skupia się na diecie, sprawę pobieżnie kwituje stwierdzeniem, że to stopniowe przechodzenie naszych antenatów na dietę z coraz większym udziałem mięsa dostarczyło nam energii na niemal eksplozywny rozwój mózgu i kory mózgowej. Dunbar jednak dość szybko opuszcza pole typowej biologii, która skupia się raczej na aspektach anatomiczno-fizjologicznych. Autor analizuje, skądinąd bardzo ciekawie zjawiska socjologiczne wśród współczesnych prymatów i człowieka oraz korelacje pomiędzy nimi a takimi rzeczami jak wielkość mózgu i nowej kory mózgowej oraz liczebność grup. Zwraca uwagę na fakt, że u gatunków tworzących grupy istotna jest komunikacja pomiędzy osobnikami, wymiana informacji i tworzenie sieci wzajemnych zależności. Tym, co cementuje grupy u większości gatunków jest kontakt fizyczny i iskanie, które tylko pozornie ma znaczenie higieniczne. Tak więc o tytułowych pchłach prawie nie ma nic. Znacznie więcej jest o plotkach. Dunbar wiąże społeczne zachowania prymatów (które zapewne były bardzo podobne przed pojawieniem się Homo sapiens) z powstaniem i ewolucją mowy i języka. I o tym w książce jest najwięcej. Ciąg rozumowania jest następujący: Na skutek zmian klimatycznych obszar dostępny dla dużych małp zaczynał się kurczyć. Skutkiem tego wiele gatunków wyginęło, niektóre zmuszone zostały do życia na skraju lasów a później wręcz do opuszczenia ich w efekcie przegrywania walki o zasoby z małymi małpami ogoniastymi. Głód wygonił naszych przodków na sawannę. Zmiana środowiska wywołała znaczący wzrost presji drapieżników. Zbawienne drzewa i gęsty las były coraz dalej. Metodą, jaką obrała ewolucja na uchronienie się od tych zagrożeń był systematyczny wzrost wielkości ciała i mózgu oraz łączenie się osobników w coraz większe grupy. Zwiększenie pierwotnych hord wymusiło powstanie metod utrzymujących je w integralnej całości a nie w luźnych grupkach, które co chwila by się rozpadały na mniejsze i łatwiej padały łupem drapieżników. I tu ewolucja „wymyśliła” iskanie i tworzenie indywidualnych więzi międzyosobniczych. Wraz ze wzrostem wielkości grupy zaczynało brakować czasu na efektywne poznawanie pobratymców – satysfakcjonującą długość iskania każdego z każdym. Więcej czasu na iskanie to mniej czasu na poszukiwanie pokarmu. Gatunek staje przed murem. I tu pojawia się mowa. Dunbar przedstawia teorie, które w różny sposób pokazują w jaki i z jakich zachowań mogła wyewoluować mowa jako rodzaj mentalnego iskania na odległość, czyli system znaczących dźwięków wydawanych w czasie kontaktów między wieloma osobnikami w tym samym czasie oraz jak z tego systemu mogły wyewoluować protojęzyki. Wszystko to wygląda ładnie i klarownie, tyle, że autor prześlizguje się w jednym miejscu nad aspektem, który nieco burzy tę klarowność. Zwierzęta stadne (kopytne) nie miały problemu z tworzeniem wręcz gigantycznych stad a u nich raczej trudno mówić o poważniejszych kontaktach indywidualnych poza okresem godowym. Odpowiednik iskania w znikomej formie, bardziej pogryzanie, porykiwanie trudno przyrównać do jakichkolwiek pierwocin mowy. Inteligencją kopytne też wielką nie grzeszą. Dlaczego pramałpy nie mówiąc o pra-Homo nie utworzył stad podobnych do stad kopytnych? Co pchnęło niektóre prymaty w kierunku rozwoju mózgu i kory mózgowej? Wygląda na to, że mózg ów zaczął się rozwijać zdecydowanie wcześniej, zanim nasz antenat zaczął tworzyć duże hordy i namiętnie iskać się z pobratymcami. Tego aspektu Dunbar nie rozwija. Coś być może spowodowało rozwój mózgu, zanim definitywnie opuściliśmy las i zaczęliśmy tworzyć liczne hordy. Może warto wrócić choćby do koncepcji Bieleckiego, mimo, że ta koncentruje się już raczej na naczelnych sawannowych? W drugiej części Dunbar zapuszcza się już bardzo w sferę socjologii i psychologii raczej dość współczesnych zachowań człowieka, co wydaje się nie pasować do głównej części książki i choć robi to ciekawie to jednak pobieżnie. Takie trochę dopełnienie tematu na siłę. Jak zwykle w przypadku książek popularnonaukowych zaskakuje mnie brak solidności w redakcji/korekcie nie mówiąc o fakcie, że utytułowany konsultant naukowy przepuszcza nieścisłości czy lapsusy językowe. Znalazłem kilka takich pod koniec książki. Pewnie sprawdzono pierwszą połowę tłumaczenia i ktoś doszedł do wniosku, że jest tak dobre, że w drugiej połowie też nie będzie wpadek. Poważnych wpadek nie ma, ale w literaturze polskiej dotyczącej ewolucjonizmu przyjęło się stosować pojęcie „dobór płciowy” a nie „seksualny”. Podobnie „dobór krewniaczy” a nie „przez pokrewieństwo”. Niby to samo, ale… Natomiast na stronie 185 mamy kuriozalne tłumaczenie tekstu, gdzie trudno zrozumieć, co bardziej tłumacz niż autor miał na myśli: „[…] geny o chromosomie Y są rozprzestrzenione szerzej, niż geny o chromosomie X, które występują w bardziej zwartych skupiskach.” Sformułowanie „geny o chromosomie X/Y” pojawia się kilkukrotnie na stronie, więc to zdecydowanie nie chochlik drukarski. Musiałem kilkakrotnie czytać tekst, żeby wpaść na to, o co - zapewne - chodziło autorowi. A – prawdopodobnie – chodziło o to, że w obrębie chromosomu X w danej populacji występuje znacznie mniejsze nagromadzenie różnic genowych niż w chromosomie Y, co sugeruje, że pierwotnie samice/kobiety tworzyły bardziej zwartą grupę i były znacznie bardziej spokrewnione ze sobą niż samce/mężczyźni w tej samej grupie. To samce/mężczyźni częściej przemieszczali się z hordy do hordy niż płeć przeciwna. Ale może to równiez oznaczać, że odcinki chromosomu Y po prostu szybciej ulegają mutacjom niż chromosomu X. Z logiki zdania jednak sugeruje się, że to geny mają jakieś chromosomy a nie odwrotnie. To poważny błąd logiczny jak na taką książkę popularnonaukową. Ale tak to jest, kiedy książkę, w dużej mierze biologiczną, redaguje socjolog ;-). I jeszcze zupełny detalik translatorski. Pod koniec żartobliwie tradycyjna poczta w porównaniu do poczty elektronicznej jest jakoby nazywana przez anglojęzycznych pocztą żółwiową. Wydaje mi się, że jednak żółwie (turtle lub tortoise) znacząco się różnią od ślimaków (snail) ;-) , więc – o ile wiem - to w oryginale było snail mail (zbieżność brzmieniowa) a nie tortoise mail. Chociaż „snail’s pace” tłumaczy się na polski jako żółwiowy krok/ żółwiowe tempo. Rozsądniej więc byłoby zostawić ślimaczą pocztę i dać przypis. Ot translatorski kwiatek. Książka jako całość nie wprowadziła mnie w jakiś wyjątkowy zachwyt, ale warto przeczytać, zwłaszcza pierwszą połowę.

Przeczytaj całą opinię
2013-09-04
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/95311