Zapiski z małej wyspy

Wydanie
Zysk i S-ka, Poznań, .
Liczba stron
284
Wymiary
14,5 × 20,5 cm
Cykl
NAOKOŁO ŚWIATA
Oprawa
Miękka ze skrzydełkami
ISBN
9788375062151
Waga
0,28 kg
Język
polski
Tłumaczenie
Bieroń Tomasz
więcej detali

Kategorie

Opis książki

Przed powrotem do Stanów Zjednoczonych Bill Bryson udaje się w pożegnalną podróż po Wielkiej Brytanii. Przez długi czas wyspa ta była jego domem. Analizując i badając osobliwość słynnych angielskich zwyczajów i fenomen "brytyjskości", opisując miejsca popularne, ale i takie, których nikt nie wybiera, Bryson daje nam jedyny w swoim rodzaju, pełen zjadliwego humoru i ciętej ironii przewodnik po małej wyspie. Co tak naprawdę może podobać się w kraju o wiecznie deszczowej pogodzie, który "wydał z siebie" krykieta, bohatera wojennego, którego ostatnim życzeniem było, żeby pocałował go niejaki Hardy, nazwy miejscowe w rodzaju Titsey czy Pleasure Gardens, ludzi mówiących: "Mogło być gorzej", festiwal śmieci i teleturniej dla ogrodników? Zobaczcie sami!

Opinie czytelników

(brak)
Proszę , aby dodać opinię.
Twoja ocena
Tytuł opinii
Treść
Uwaga! Proszę wypełnić wymagane pola.

Musiał zmienić mi się gust, bo tak jak zaczytywałem się w "Zapiskach z wielkiego kraju" tak ta książka dość mi ciążyła. Były lepsze momenty, ale generalizując, nie jestem zadowolony. Może po prostu nie podzielam zachwytu Brysona odnośnie zachowania Brytyjczyków.

Przeczytaj całą opinię
2017-01-22
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Ach uwielbiam Brysona za jego kompletnie subiektywne spojrzenie na kraje, które odwiedza. Krytykuje niemal wszystko, wyzywa niemal wszystkich, marudzi, narzeka, a co ciekawe, robi to w sposób niesamowicie zabawny.

Przeczytaj całą opinię
2017-01-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Mniej zabawna i trochę monotonna od pozostałych książek ale to chyba wina Anglii a nie książki :)

Przeczytaj całą opinię
2016-11-25
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Nie wiem w jakim stopniu ta książka opisująca angielską mentalność i brytyjskie krajobrazy jest aktualna, co nie zmienia jednak faktu, że ubawiłam się szczerze. Urzekło mnie to, że Bryson nie pozuje na piechura - twardziela i na faceta, który zna się na wszystkim. W narrację pełną anegdot i żartów z siebie samego wplata turystyczne i ekonomiczne informacje o tych bardziej i mniej znanych miastach w Wielkiej Brytanii. Dla wszystkich, których nudzą suche relacje z przewodników i patetyczne wywody anglofilów.

Przeczytaj całą opinię
2016-10-20
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Uch, jak mnie ta książka wkurzyła. Narrator (bo nie napiszę, że autor) jest człowiekiem zgryźliwym, marudnym, wkurzającym, nabzdyczonym i mającym za złe. Przykre.

Przeczytaj całą opinię
2016-05-05
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Średnio mi się podobała ta książka... Może jest dobra dla osób, które są obeznane z brytyjską kulturą - ja do takich nie należę i ciężko było mi zrozumieć niektóre aluzje. Poza tym, poszczególne informacje były słabo poukładane, chaotyczne, po skończeniu lektury niewiele zostało mi w głowie. Humor Brysona, tak zachwalany przez czytelników, nie przypadł mi do gustu... Byłam zniesmaczona naśmiewaniem się z otyłej rodziny spożywającej kolację, to było dla mnie nie do przyjęcia i resztki mojej sympatii do autora zniknęły. Jestem zawiedziona i nie wiem, czy dam Brysonowi drugą szansę...

Przeczytaj całą opinię
2016-03-08
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Po raz kolejny Bryson wyrusza w podróż i tym razem odkrywa zakamarki Wielkiej Brytanii. Jak się okazuje, to nie tylko Londyn i inne duże miasta, ale także małe miasteczka i zapadłe wsie. Podobało mi się, że opisuje miejsca, o których nie przeczytamy w przewodniku. Bryson z typowym dla siebie stylem podróżuje na wpół posiadając plan, a na wpół poddając się losowi i to jego życiowe gapiostwo prowadzi go czasami do miejsc, które mogą okazać się perełkami. Książka humorystycznie obrazuje atuty i przywary Brytyjczyków, ale co ważne, nie ocenia. Może nie jest to najlepsza książka Brysona, ale z pewnością warta polecenia.

Przeczytaj całą opinię
2015-12-15
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

Momentami nudnawa, może dlatego że nazwy i nazwiska nie są znane przeciętnemu Polakowi,ale miałam parę momentów, jakich nie pamiętam z innej lektury, że śmiałam się na głos. Poza tym czasy się zmieniły - teraz Mała Wyspa jest już całkiem inna. Ale przeczytam inne jego książki.

Przeczytaj całą opinię
2015-07-17
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

"Zapiski z małej wyspy" to subiektywne spojrzenie na Wielką Brytanię i Brytyjczyków oczami Amerykanina. Bill Bryson opisuje swoje przeżycia i obserwacje z dużą dozą humoru (iście angielskiego). Serio, często mówiąc, że coś jest zabawne mówimy tak trochę na wyrost, nawet nie zmieniając mimiki twarzy. W tym wypadku, przynajmniej ja uśmiechałam się i śmiałam naprawdę. Bo nagle okazuje się, że Brytyjczycy mówią językiem zupełnie niepodobnym do angielskiego (amerykańskiego), nie mówiąc już o Walijczykach (którzy mówią tylko wrgll grlyy look man). Mają mnóstwo fantazji w wymyślaniu lokalnych nazw, ale zupełnie nie są w stanie użyć wyobraźni konstruując rozkłady jazdy. Mają niezrozumiały dla reszty świata sentyment do rodziny królewskiej i najlepszych na świecie londyńskich taksówkarzy. Cała książka jest rzeczywiście zbiorem zapisków, z grubsza tylko połączonych motywem podróży po Wielkiej Brytanii. To spostrzeżenia o kulturze brytyjskiej, kuchni, zmianach architektonicznych w wielkich miastach i przede wszystkim o zwykłych ludziach. "Zapiski z małej wyspy" bardzo przypadły mi do gustu. Dzięki lekkiemu, nienachalnemu humorowi, samej tematyce i chyba po prostu dlatego, że ciekawie się czyta o miejscach niby nie egzotycznych, ale zawsze trochę innych niż własne podwórko. Myślę, że sięgnę również po inną książkę tego autora, mianowicie "Zapiski z wielkiego kraju". Tym razem o USA. Jak wygląda to supermocarstwo od środka? Mam nadzieję, że niedługo się przekonam. adres-wyobraznia.blogspot.com

Przeczytaj całą opinię
2015-05-13
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931

I po raz kolejny dałam się nabrać na 'najlepsze selery'! Och, ileż osób mi tę książkę polecało! Zarówno Anglików, jak i Polaków. W końcu więc się do niej dobrałam, z rozbudzonym apetytem. I co? I mdło! No dobrze, może nie mdło, ale serwowane połączenia smakowe są co najmniej dziwaczne, a i żyłki trzeba było co i raz wyciągać spomiędzy zębów. Ale kończmy te kulinarne porównania, choć to nie nikt inny jak Bryson tak mnie natchnął, jako że większość 'akcji' jego książki rozgrywa się znad talerza i kufla z piwem. :) Dlaczego zatem 'Zapiski' nie przypadły mi do gustu, mimo paru niewątpliwych zalet, o których nie omieszkam za chwilę wspomnieć? Po pierwsze dlatego, że irytował mnie brak konsekwencji w konwencji. Rozumiem, że są to zapiski, refleksje własne, impresje zbierane na przestrzeni czasu, a nie oficjalny przewodnik. Ale miałam wrażenie, że pan Bryson nie mógł się zdecydować, czy mu się ta Wielka Brytania podoba, czy go zachwyca, czy może irytuje i śmieszy. Tak, wiem, miało być z przymrużeniem oka. I było. Niektóre teksty rozśmieszały mnie do łez, jak chociażby ten o jedzeniu w chińskiej restauracji*, ale męczyło mnie to mentalne skakanie między nabożnym podziwem a sarkastycznym krytykanctwem. Po drugie jest to książka (a złośliwie mówiąc katalog wyspiarskich miast), której właściwie nie da się przeczytać bez DOGŁĘBNEJ znajomości brytyjskiej kultury. Mieszkam już na Wyspach ponad dekadę, więc mogłam zrozumieć nawiązania do NIEKTÓRYCH elementów brytyjskiej kultury i popkultury. Dla osoby, która tu nigdy nie mieszkała, ani która nie ma pojęcia o angielskich programach telewizyjnych, zwyczajach, o tym jak wyglądają tutejsze miasteczka, jaka jest mentalność mieszkańców i dużych metropolii i odciętych od świata wioseczek, lektura tej książki musi być (moim skromnym zdaniem) koszmarnie nużąca. Hermetyczność opisów oraz przytłoczenie szczegółami, nazwami i nazwiskami są trudne do przetrawienia. Owszem, jeśli się dane miejsca zna i można porównać własne odczucia z obserwacjami Billy Brysona, robi się trochę ciekawiej, aczkolwiek ilość detali, wspomnianych nazw ulic, odwiedzanych pubów, mijanych obiektów czy cytowanych autorów czyni 'Zapiski' (pozbawione jakiejkolwiek mapy czy słownika terminów/objaśnień, które by mogły niewątpliwie ułatwić czytanie) lekturą nudnawą. Czasami tylko ciśnienie podniesie człowiekowi jakaś kontrowersyjna opinia w stylu: "Oxford jest taki brzydki" lub "Anglicy nigdy w życiu niczego nie wymyślili, oprócz odblaskowych światełek oświetlających autostrady nocą." Silenie się na kontrowersyjność i natrętna stronniczość** (do której akurat ma niekwestionowane prawo) to chyba specjalność pana B. Po trzecie, po lekturze tej książki miałam w głowie zupełną pustkę, albo raczej mętlik. Nie mogłam się zdobyć na jakąś ogólną refleksję na temat 'Małej Wyspy', nie kołatała mi się żadna myśl przewodnia, którą mogłabym podsumować tę lekturę. 'Byłam' z autorem w tak wielu miejscach, ale niewiele zapamiętałam. I zdecydowanie nie czułam, że chciałabym kiedykolwiek zwiedzić choćby najmniejsze brytyjskie miasteczko. Dobrze, że widziałam już wystarczająco dużo przed przeczytaniem 'Zapisków', żeby wyrobić sobie swoją opinię na temat tego pięknego kraju :) Zalety? Owszem, reklamowany wszem i wobec humor Brysona jest tu niewątpliwie atutem. Dystans i ironia, z jaką opisuje Brytyjczyków, nie raz wywoływały uśmiech na moich ustach, choć czasami trącało myszką (np. przy opisach bed&breakfast, w których nie było ciepłej wody a ogrzewanie było mocno limitowane). A obśmiewając ich przywary, nie szczędzi też i siebie, Amerykanina ożenionego z Angielką, mieszkającego na Wyspach przez prawie dwie dekady, gorzko zakochanego w Wyspie zrzędy. A tak swoją drogą, to dlaczego tytuł został przetłumaczony jako 'Zapiski z małej wyspy' (z małej litery), skoro tytuł oryginału brzmi 'Notes from a Small Island", co jest ironicznym nawiązaniem do Wielkiej Brytanii!? Nie polecam, ale też nie zniechęcam :) ___________________________________________ * (rzecz dzieje się w chińskiej restauracji) "Czy jestem samotnym wyznawcą poglądu, że naród dostatecznie pomysłowy, aby wynaleźć papier, proch, latawce i całe mnóstwo pożytecznych rzeczy, który przed wieloma tysiącami lat stworzył wielką cywilizację, do tej pory nie pokapował się, że para drutów dziewiarskich to nie jest najlepsze narzędzie do nabierania jedzenia? W każdym razie spędziłem godzinę na dźganiu ryżu, paćkaniu obrusa sosem i unoszeniu pięknie zbalansowanych kawałków mięsa do ust, by w którymś momencie odkryć, że zniknęły po drodze i nigdzie nie można ich znaleźć. Kiedy skończyłem, stół wyglądał tak, jakby odbyła się przy nim ostra awantura. Paląc się ze wstydu, zapłaciłem rachunek, wymknąłem się na ulicę i wróciłem do hotelu, gdzie trochę pooglądałem telewizję i pożywiłem się obfitymi resztkami jedzenia, które znalazłem w fałdach swetra i za podwinięciami spodni." str. 108 **"Ale nawet w szczycie sezonu Kraina Jezior jest bardzie urzekająca i mniej drapieżnie skomercjalizowana od wielu słynnych pięknych miejsc w rozleglejszych krajach. Z dala od tłumów - z dala od Bowness, Hawkshead i Keswick, z ich ścierkami do naczyń, herbaciarniami, czajniczkami i całym tym szajsem związanym z Beatrix Potter - zachowały się enklawy czystej doskonałości, o czym mogłem się przekonać, kiedy prom dobił do brzegu i wszyscy wysiedliśmy" - str. 226

Przeczytaj całą opinię
2015-04-14
źródło: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/54931
z 3